DLACZEGO BIZNES PO SĄSIEDZKU?

Najpierw było zero

W lipcu 2025 roku zacząłem publikować w mediach społecznościowych. Nie miałem wielkiego planu. Traktowałem Biznes po Sąsiedzku jako projekt rozwijany po godzinach i postawiłem sobie skromny cel: zdobyć 500 obserwujących do końca roku.

Przez pierwsze dwa miesiące publikowałem codziennie. Początkowo prawie nikt tego nie oglądał. Zdarzało się, że przygotowany przeze mnie post miał dokładnie zero wyświetleń.

Mimo to następnego dnia publikowałem kolejny. Nie dlatego, że widziałem już w tym biznes albo miałem pewność, że projekt odniesie sukces. Robiłem to dalej, ponieważ samo wyszukiwanie ciekawych materiałów, tworzenie postów i publikowanie w internecie sprawiało mi przyjemność.

Dopiero po około dwóch miesiącach coś zaczęło się zmieniać. Pojawili się pierwsi odbiorcy, a później kolejni.

Jeszcze większe zaskoczenie czekało na mnie na Facebooku. Nie publikowałem tam osobno i właściwie nie sprawdzałem, co dzieje się na założonej przeze mnie stronie. Kiedy zajrzałem tam po trzech lub czterech miesiącach, zobaczyłem społeczność liczącą kilkanaście tysięcy osób.

Do końca roku liczba obserwujących przekroczyła 10 tysięcy na każdej z głównych platform. Mój początkowy cel wynosił 500.

Potraktowałem to przede wszystkim jako sygnał: ludzi naprawdę może interesować to, co dzieje się między Polską a Niemcami.

Nadać sąsiadom twarz

Na początku byłem bardziej kuratorem niż twórcą. Własnych filmów przygotowałem zaledwie kilka. Głównie wybierałem i udostępniałem materiały innych osób, które uważałem za ciekawe, zabawne albo warte dalszej rozmowy.

Szczególnie zależało mi na tym, żeby stereotypowemu „Niemcowi” nadać konkretną twarz. Takimi twarzami byli dla mnie między innymi Steffen Möller, Vincent Helbig, znany jako „Wasz Niemiec”, oraz Philipp Fritz.

Stereotyp nie ma historii, charakteru ani poczucia humoru. Człowiek ma.

Z czasem zacząłem się zastanawiać, czy Biznes po Sąsiedzku nie powinien pokazywać również mojej perspektywy. Nie dlatego, że znam wszystkie odpowiedzi. Wręcz przeciwnie: dlatego, że mam coraz więcej pytań.

Sąsiedztwo, które zwyczajnie nam się opłaca

Nie chcę idealizować Niemiec ani przekonywać, że jedna kultura jest lepsza od drugiej. Po prostu bardzo lubię ten kraj. Od momentu przeprowadzki poznałem wielu Niemców, którzy okazali mi ogromną pomoc i serdeczność. Choć niektóre znajomości potrzebowały czasu, po przełamaniu pierwszego dystansu spotkałem się z autentyczną życzliwością. Za otrzymaną pomoc do dziś jestem wdzięczny.

Zależy mi na tym, żeby Niemcy częściej dostrzegali w Polakach ambitnych, kompetentnych i rzeczowych partnerów. Równie ważne jest dla mnie to, abyśmy my, Polacy, lepiej poznali naszych zachodnich sąsiadów.

Warto to robić nie tylko z ciekawości czy sympatii. Zwyczajnie nam się to opłaca.

W 2024 roku Polska po raz pierwszy wyprzedziła Chiny jako rynek zbytu dla niemieckich towarów i zajęła czwarte miejsce.

Za takimi liczbami stoją firmy, miejsca pracy, inwestycje i codzienne relacje między ludźmi. Jeżeli prowadzimy ze sobą coraz więcej interesów, powinniśmy lepiej rozumieć swój język, kulturę i sposób myślenia.

Nie po to, żeby zawsze się ze sobą zgadzać. Po to, żeby wiedzieć, z kim rozmawiamy i dlaczego czasami patrzymy na tę samą sytuację zupełnie inaczej.

Dlaczego świat wygląda właśnie tak?

Do końca gimnazjum uczyłem się w polskiej szkole. Liceum ukończyłem już w Niemczech, zdając niemiecką maturę. Dziś mieszkam w Niemczech, posługuję się polskim, niemieckim i angielskim oraz funkcjonuję w wielokulturowym środowisku.

Historią pasjonuję się od czasów szkolnych. Zawsze interesowało mnie nie tylko to, co się wydarzyło, ale przede wszystkim dlaczego do tego doszło i jaki wpływ przeszłość nadal wywiera na ludzi.

Często zadaję sobie pytanie: dlaczego świat wygląda właśnie tak?

Skąd biorą się różnice między Polską a Niemcami? Dlaczego rozwiązanie, które dobrze działa w jednym kraju, nie zawsze przyjmuje się w drugim? Czego możemy się od siebie nauczyć, a czego lepiej nie kopiować?

Drezno jest do takich obserwacji szczególnym miejscem. Leży w części Niemiec, która do 1990 roku należała do NRD. Doświadczenie transformacji, podejście do przedsiębiorczości oraz różnice względem zachodnich regionów Niemiec tworzą tutaj kontekst, który pod pewnymi względami przypomina polskie doświadczenia.

Gdzie kończą się podobieństwa? Tego nadal próbuję się dowiedzieć.

Przedsiębiorczości można się nauczyć

Podczas studiów ukończyłem w Dreźnie trzysemestralny program przedsiębiorczości. Pracowaliśmy nad realnymi problemami, rozwijaliśmy własne pomysły, a naszymi mentorami byli ludzie, którzy sami zakładali i budowali firmy.

Program czerpał z monachijskiego modelu Manage and More rozwijanego przez UnternehmerTUM. Organizacja została założona w 2002 roku przez przedsiębiorczynię Susanne Klatten, aby wspierać innowacje i uczyć młodych ludzi przekuwania pomysłów w rozwiązania odpowiadające na rzeczywiste potrzeby.

To doświadczenie pokazało mi, że przedsiębiorczość nie musi być tajemniczym talentem, z którym człowiek się rodzi. Można jej uczyć poprzez praktykę, mentoring i kontakt z osobami, które przeszły tę drogę wcześniej.

Zacząłem się zastanawiać, jak podobne podejście mogłoby wyglądać w Polsce.

Nie zamierzam samodzielnie kopiować tego programu. Nie mam dziś doświadczenia ani zasobów potrzebnych do zbudowania takiego ekosystemu. Mogę jednak być zapalnikiem: pokazywać sprawdzone modele, rozpoczynać rozmowy i inspirować przedsiębiorców oraz organizacje, które mogłyby podjąć się takiego zadania.

Widzę w Polsce wielu świetnych inżynierów. Chciałbym, aby więcej z nich myślało nie tylko o tworzeniu technologii dla innych firm, ale także o rozwiązywaniu realnych problemów poprzez własne przedsięwzięcia.

Co musiałoby się zmienić, żeby częściej budowali firmy zdolne działać międzynarodowo? Potrzebujemy lepszej edukacji, mentorów, kapitału, odwagi, a może po prostu innych wzorców?

Nie znam jeszcze odpowiedzi.

Warto sprawdzić, dokąd to prowadzi

W 2026 roku zacząłem patrzeć na ten projekt inaczej. Nadal nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi ani czy uda się rozwinąć go na większą skalę. Zobaczyłem jednak, że może być punktem wyjścia do czegoś więcej.

Chcę częściej mówić własnym głosem, rozmawiać z ciekawymi ludźmi i dokumentować to, czego się uczę. Będą tu gospodarka, historia, język, przedsiębiorczość i różnice kulturowe. Od czasu do czasu pokażę również wybrane fragmenty codzienności oraz kulisy mojego życia.

Nie jestem ekspertem od relacji między Polską a Niemcami ani od budowania wielkich firm. Chcę jednak zadawać coraz lepsze pytania, słuchać ludzi mądrzejszych ode mnie i dzielić się tym, czego się dowiem.

Nie obiecuję, że zmienię relacje między naszymi krajami. Fajnie byłoby jednak za kilka lat móc uczciwie powiedzieć, że choć trochę przyczyniłem się do ich lepszego zrozumienia. Że pokazałem kilka wartościowych rozwiązań albo połączyłem ludzi, którzy potrafili zrobić z nimi coś konkretnego.

To byłoby dla mnie wystarczające.

Czy ten projekt stanie się czymś większym? Tego jeszcze nie wiem.

Ale skoro wszystko zaczęło się od postów, których nikt nie oglądał, chyba warto to sprawdzić.

NIE PRZEGAP DALSZEJ CZĘŚCI TEJ HISTORII.

Jeśli chcesz śledzić, dokąd prowadzi Biznes po Sąsiedzku, zapisz się do newslettera. Będę dzielić się nowymi rozmowami, obserwacjami i kulisami rozwoju projektu. Bez spamu.

Zapisz się do newslettera